"Prema" - dlaczego walczymy?
Saturday, 04/01/06 Kilka tygodni temu powstał Społeczny Komitet Poparcia "Nie dla prywatyzacji PREMY".
Jego głównym celem jest pomoc załodze kieleckiej PREMY w walce o pozostawienie firmy w rękach Skarbu Państwa i utrzymanie miejsc pracy. W skład Komitetu wchodzą WZZ "Sierpień 80", Polska Partia Pracy, Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników i Stowarzyszenie ATTAC Polska.
Wspólnie z załogą udało nam się zebrać ponad 3 tysiące podpisów poparcia dla pracowników PREMY od mieszkańców województwa świętokrzyskiego. Prawie 30 komisji zakładowych Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" i Związku Zawodowego "Metalowcy" przysłało swoje poparcie dla postulatu wstrzymania prywatyzacji.
Mamy 3 milionowe bezrobocie, ponad połowa społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, zapowiadają prywatyzację służby zdrowia, chcą obniżyć płacę minimalną i przez 16 lat powtarzają, że lekiem na całe zło jest prywatyzacja. Plan Balcerowicza jest realizowany bez względu na to kto rządzi. Jego celem jest budowa kapitalizmu na koszt pracowników. Pod młotek, w imię liberalnej doktryny, poszły najpierw dobre i bardzo dobre przedsiębiorstwa.
Jak to robiono?
Weźmy Fabrykę "Wagon" w Ostrowie Wielkopolskim. Jeszcze kilka lat temu zatrudniała 2200 pracowników. Rząd Jerzego Buzka sprzedał ten zakład za 17 milionów złotych w sytuacji, kiedy w roku poprzedzającym prywatyzację firma wypracowała ponad milion złotych zysku. W dniu prywatyzacji "Wagon" miał aktywa w postaci należnych płatności w wysokości 50 milionów złotych i portfel zamówień na półtora roku. Po dwóch latach od sprzedania fabryki jej zadłużenie wyniosło około 200 milionów złotych . Załoga musiała wyjść na ulicę i poprzez strajk domagać się prawa do zapłaty pensji. W końcu rozpoczęły się zwolnienia.
Oczywiście do prywatyzacji "Wagonu" nie doszłoby gdyby nie postawa ówczesnego przewodniczącego NSZZ "Solidarność" w zakładzie, który usilnie zabiegał o sprzedanie fabryki zagranicznemu inwestorowi. Dopiero po prywatyzacji okazało się, że ów przewodniczący przez nowych właścicieli został wybrany do Zarządu "Wagonu" i zajął stanowisko wiceprezesa. To pod jego adresem pisano komentarze : "(...) To on ponosi odpowiedzialność za zrujnowanie życia 2,5 tysiącom pracowników. Sam napchał sobie kasę i wybudował willę w Gorzycach i śmieje się z załogi WAGONU. (...)" Pracownicy dostali w sumie 15% akcji zakładu, ale co z tego, jak po 2 latach ich wartość była równa bezrobociu. Doszło do tego, że wybrano nowego przewodniczącego związku, który rzeczywiście reprezentował interesy robotników i ten chciał zaskarżyć Zarząd fabryki do Międzynarodowej Organizacji Pracy, w tym swojego poprzednika, przewodniczącego zakładowej "Solidarności", za łamanie praw pracowniczych. Smutne, ale prawdziwe. Sytuacja w Wagonie została załagodzona dopiero po interwencji państwa.
Na naszych oczach rozgrywa się dramat załogi Chemaru. Kilka dni temu lokalna gazeta informowała, że syndyk zakładu wydzierżawił ZA "Chemar" Włochom. Jednym z warunków było przejęcie wszystkich pracowników. Rzeczywistość okazała się brutalna: Włosi zwolnili, wbrew deklaracjom, ponad 100 osób. Los innych kieleckich zakładów wszyscy znamy. Opinie zwolnionych z nich pracowników mogliśmy bardzo często usłyszeć w czasie zbierania podpisów na ulicach Kielc.
My, w Społecznym Komitecie "Nie dla prywatyzacji PREMY", wiemy, że dzisiejszy sukces zakładu to zasługa sprawnego zarządzania, pracy i wyrzeczeń załogi. Ale jeśli my o tym wiemy, to dlaczego nie chce o tym widzieć Ministerstwo Skarbu? Dlaczego nie chce wiedzieć, że sprawne zarządzanie jest możliwe w przedsiębiorstwie państwowym?
Dzisiaj najważniejsza sprawą dla pracowników jest wytrwanie przy postulacie "Nie dla prywatyzacji PREMY". Fałszywi doradcy zrobią wszystko, aby ten wspólny front złamać. Być może któryś z nich ma obiecane miejsce w zarządzie spółki po jej sprywatyzowaniu. Korzystając z doświadczenia innych zakładów nie dajmy się zwieść.
Zwycięstwo zależy od nas! Mariusz Olszewski |