Komitet Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników
organizacje
gpr1.republika.pl
ck-la.tk
wzz.org.pl
mlodzisocjalisci.pl
ozb.int.pl
attac.org.pl
fa.prv.pl
ip.syndykalista.org
lewizna.finn.pl/Mambo/
porozumienie.nongov.pl
spolakt.nongov.pl
kompol.org
konfederacjapracy.org.pl
PUL
organizacje
lewica.pl
kurier.wzz.org.pl
lbc.z.pl
robotnik.prv.pl
rewolucjakip.prv.pl/
monde-diplomatique.pl
organizacje
Strefa specjalnego wyzysku - wywiad
Tuesday, 04/04/06
 
Z Jackiem Rosołowskim rozmawia Jarosław Urbański.

Jacek Rosołowski8 marca 2006 r. został bezprawnie zwolniony z firmy Impel-Tom Jacek Rosołowski, członek Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Przyczyną zwolnienia Rosołowskiego były jego działania na rzecz utworzenia w firmie Impel-Tom związku zawodowego.

Od kiedy pracujesz w Impel-Tomie? Gdzie wcześniej pracowałeś?
- Zatrudniłem się we wrześniu 2005 r. Wcześniej miałem problemy ze znalezieniem pracy - pracowałem na budowie, przy zajęciach sezonowych, przy pracach dorywczych? Miałem bardzo duże problemy ze znalezieniem pracy w Kostrzynie nad Odrą, gdzie mieszkam od 7 lat. Przeprowadziłem się tu po ślubie.

Jaka jest sytuacja na rynku pracy w województwie lubuskim?
- Sytuacja jest tragiczna. Mamy tu w zasadzie "kosmiczne" bezrobocie, nie ma tu większych fabryk. W Kostrzynie nie jest jeszcze tak źle, najgorzej jest w południowej części województwa lubuskiego. Tam miejscami bezrobocie sięga 30 proc. i jest to czołówka Unii Europejskiej jeżeli o to chodzi.

Czy Kostrzyńsko-Słubicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, działająca w zasadzie na terenie całego województwa, nie zmniejszyła bezrobocia?
- Dzięki Strefie w Kostrzynie bezrobocie minimalnie spadło, ale wielki szum wokół niej okazał się przesadzony. Tych miejsc pracy powstało niewiele [według danych za 2004 r. - 1750 - JU]. ICT (koncern włoski) zatrudnia blisko 200 osób, Podravka Polska 100 osób, a są zakłady, które zatrudniają po 20 osób. Firmom udzielono bardzo dużych ulg podatkowych, ale efekt dla rynku pracy jest niewielki i bezrobocie w województwie lubuskim jest nadal bardzo wysokie.

Jak wygląda problem praw pracowniczych w Strefie i wokół niej, w całym województwie?
- Pisałem w lokalnej prasie o braku związków zawodowych w tutejszej Socjalnej Strefie Ekonomicznej. Przez ostatnie 3-4 lata w Kostrzynie powstał jedynie związek zawodowy w ICT, ale działa słabo, a w pozostałych zakładach związków w ogóle nie ma i nie zanosi się, żeby powstały jakieś organizacje związkowe. Wynika to z tego, że ludzie pracują tu przede wszystkim na czas określony, bez stałych umów o pracę. W celu poprawy sytuacji na rynku pracy, w którymś momencie łatwiej było zorganizować bezrobotnych i tym właśnie się zająłem. W kilku miastach (Szprotawa, Gubin, Krosno, Kostrzyn, Gorzów, itd.) udało nam się zawiązać komitety obrony bezrobotnych i organizowaliśmy dość spore protesty. Był to taki małych ruch społeczny, który liczył już 2000 osób. Ale to jakoś zamarło. Organizowanie bezrobotnych w odrębne struktury, nie ma, moim zdaniem, większego sensu. Nie miałem natomiast okazji działać w związkach zawodowych, bo po prostu rzadko byłem zatrudniony na umowę o pracę. Impel-Tom, w którym wreszcie znalazłem zatrudnienie, pracował przede wszystkim na zlecenie ICT, świadcząc na rzecz tego włoskiego koncernu papierniczego usługi outsourcingowe.

Czym zajmuje się firma Impel-Tom, w której udało Ci się znaleźć pracę?
- Impel-Tom zajmował się z jednej strony ochroną, a z drugiej - specjalistycznym sprzątaniem na terenie ICT (czyszczenie maszyn, sprzątanie na wysokości, sprzątanie fabryki). Pracowałem właśnie w 20-osobowej grupie sprzątającej. To była prosta praca. Jeździłem specjalnym pojazdem i czyściłem trasy przejazdów wózków akumulatorowych. Na terenie tego zakładu papierniczego jest duże zapylenie i ciągle jest biało od pyłu. Trzeba było to na okrągło sprzątać. W Impel-Tomie pracuje 40-45 osób, ale do ich dyspozycji pozostaje jeszcze ok. 50 osób, które pracują "na telefon", są zatrudnieni na umowę zlecenie czy o dzieło.

Jakie są wasze zarobki i jak wyglądają warunki pracy w tej firmie?
- Zarobki są głodowe, niewiele przekraczające płace minimalne, około 650 zł "na rękę". Jeżeli chodzi o warunki pracy, to firma przestrzegała podstawowych wymogów, czyli np. 8-godzinnego dnia pracy. Nie było nadgodzin, czyli nie było i tutaj jakichś nadużyć. Wypłata była na czas, bez opóźnień. Były ubrania robocze, itd. Najgorszym problemem był te bardzo niskie wynagrodzenia. Z tego też powodu przez firmę przewinęło się wiele osób. Każdy, kto znalazł coś lepszego, uciekał z Impel-Tomu. Dwie osoby, które były zatrudnione przede mną, na moim stanowisku pracy, wyjechały sprzątać do Londynu na tamtejszych lotniskach. Od stycznia tego roku obiecano nam podwyżki. Lecz kiedy w dniu wypłaty za styczeń (10 lutego) okazało się, że nie ma tych podwyżek, zaczął się ferment wśród tej niedużej grupy pracowników. Ludzie chcieli się spotkać z kimś z dyrekcji, ale oni nie mieli ochoty z nami rozmawiać. W końcu zadecydowaliśmy się zadzwonić do nich.

Czy wtedy zaczęły się Twoje problemy z pracodawcą?
- Załoga wybrano mnie, żebym dowiedział się o obiecaną podwyżkę, bo pozostałym zabrakło odwagi. Zadzwoniłem więc i powiedziałem, że brygadzista obiecywał podwyżkę od stycznia, a tej podwyżki nie ma. Odpowiedź była taka, że "decyzja o podwyżkach leży na biurku", ale Impel-Tom musi najpierw podpisać umowę z ICT i dopiero potem mogą tę podwyżkę dać. Brygadzista też wcześniej nam powiedział, że podwyżka jest przyznana i podpisana. Już na drugi dzień kierownik naszej grupy szukał osoby, która odważyła się zadzwonić do centrali. W tym momencie ludzie doszli do wniosku, że trzeba założyć związek zawodowy. No i 12 osób zdecydowało się podpisać deklaracje Inicjatywy Pracowniczej. Nie mogliśmy jednak odbyć spotkania, były trudności w zebraniu ich wszystkich w jednym miejscu i o jednaj godzinie, bo pracujemy na zmiany i jesteśmy rozproszeni.

Jak doszło to zwolnienia Cię z pracy?
- Zaczęło się odczuwać zamieszanie wokół mojej osoby, ale nikt mnie oczywiście nie ostrzegał, że mogę zostać zwolniony. Chciano mnie zaskoczyć. Kiedy przyszedłem do pracy 7 marca (w dniu tym była wreszcie szansa na odbycie zebrania całego związku), to przy wejściu do zakładu kierownik wręczył mi wypowiedzenie. Zapytałem o powód, ale on odpowiedział, że nic nie wie. Poszedłem do szatni i pokazałem papier ludziom. Widać było duże zdenerwowanie, niektórzy się przestraszyli; jeden z nich zaczął mówić, że nas wszystkich pozwalniają. Było mi ciężko z ludźmi rozmawiać, bo w pomieszczeniu był brygadzista, który trzymał stronę dyrekcji. Powiedział mi wprost: "Trzeba się było najpierw zapytać kierownika, czy można założyć związek zawodowy w tym zakładzie pracy". Tego dnia kierownik zabronił wstępu na teren zakładu pozostałym pracownikom, którzy chcieli przystąpić do związku. Nie wpuszczał na teren zakładu tych, którzy akurat w tym momencie nie pracowali. Wysłali mnie też, w czasie trwania wypowiedzenia, na przymusowy urlop, abym się nie pojawiał na terenie firmy. Od razu tez przyjęli innego człowieka na moje miejsce. 8 marca już zatem nie mogłem wejść na teren zakładu i telefonicznie nawiązałem kontakt z kolegami. Z kilkoma z nich spotkałem się po ich zmianie na zewnątrz. Powiedzieli mi, że kierownik straszy ludzi, mówi im, że ma dla wszystkich przygotowane zwolnienia.

Jak oceniasz teraz tę sytuację?
- Sądzę, że część ludzi chciałby, żeby ten związek istniał, ale inni są bardzo wystraszeni. Obawiają się zwolnienia. Mają żony, dzieci, zobowiązania finansowe, boja się bezrobocia. A w naszym województwie - jak już mówiłem - trudno o każdą, nawet najgorzej płatną pracę.

Jacek Rosołowski wystąpił do sądu pracy w Zielonej Górze o uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne z uwagi na fakt, iż nastąpiło ono w warunkach rażącego naruszenia prawa. W pozwie stwierdził, że choć był zatrudniony na czas określony i pracodawca nie musi podawać przyczyn zwolnienia, to Kodeks Pracy zabrania dyskryminacji z powodu przynależności i działalności związkowej i w art. 18 3a. § 1 stanowi, że pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, bez względu na przynależność związkową, a także bez względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony. Prawo do zrzeszania się w samorządne i niezależne od pracodawców struktury związkowe daje Konstytucja RP (art. 57 i art. 59 ust. 1). Ustawa o związkach zawodowych w art. 35, mówi, że kto przeszkadza w tworzeniu związku zawodowego, może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Jarosław Urbański